Człowiek, który choćby pobieżnie poznał naturę kwiatów i odsłonił własną obserwacją choćby rąbek tajemnic ich życia, będzie z pewnością ich obrońcą i opiekunem.
Władysław Szafer
Władysław Szafer (ur. 23 lipca 1886 w Sosnowcu, zm. 16 listopada 1970 w Krakowie) – polski botanik, profesor UJ (w latach 1936–1938 rektor), dyrektor krakowskiego Ogrodu Botanicznego, wieloletni dyrektor Instytutu Botaniki UJ.
Profesor Władysław Szafer był wybitnym i nietuzinkowym uczonym o ogromnym autorytecie, zarówno w kraju jak i za granicą. Twórcą i organizatorem ruchu ochrony przyrody w Polsce, z którym związany był przez całe życie. Jego wielką zasługą było stworzenie trwałych podstaw naukowych ochrony przyrody w naszym kraju, zbudowanie zrębów jej organizacji i stworzenie form społecznego działania na tym polu.
Śledząc ponad 80-letnie, pracowite życie profesora Szafera nasuwa się refleksja, że biegło ono trzema przenikającymi się, ściśle ze sobą związanymi i uzupełniającymi drogami. Pierwsza i najwcześniejsza z nich to Szafer – naukowiec, druga Szafer – popularyzator wiedzy o przyrodzie i jej ochronie oraz popularyzator nauki. Trzecia zaś droga, to Szafer – obrońca przyrody, jej adwokat, a stosowniej byłoby powiedzieć współczesnym językiem: „radykalny ekolog” – w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Tak wspomina prof. Szafer ważne momenty w swojej edukacji przyrodniczej:
Miałem 15 lat, gdy Wilhelm Freidberg, który tu, w Jagiellońskim Uniwersytecie był potem profesorem, posadził mnie przy mikroskopie, dał mi przewodnik do ćwiczeń botanicznych, napisany przez znakomitego uczonego polskiego Edwarda Strasburgera, i polecił mi go przerobić. Zasiadłem tedy i przez dwa lata ślęczałem przed mikroskopem. Ćwiczenia ukończyłem i miałem z tego wielką korzyść.
[…]
Mogę bez przesady powiedzieć, że wszystko co najważniejsze zawdzięczam Jagiellońskiemu Uniwersytetowi: warsztat pracy, uczniów, ulepszaną ciągle organizację życia naukowego, nie tylko na Uniwersytecie, ale za jego sprawą również poza nim.
Profesor Szafer prowadził tam zajęcia z paleobotaniki i florystyki oraz socjologii, geografii i systematyki roślin. Wokół tych zagadnień jak i ochrony przyrody koncentrowała się też jego praca naukowa. Badania prowadził w różnych regionach Polski:
w Małopolsce, Karpatach, na Podolu i Wołyniu, a także za granicą: w Czechosłowacji, Szwecji, Norwegii i Rumunii. Brał udział w ekspedycjach naukowych na Saharę i do Yellowstone w Stanach Zjednoczonych, gdzie prezentował również wyniki swoich badań botanicznych. Z Jego inicjatywy opracowana została już przed wojną mapa geobotaniczna Polski. Był również współtwórcą Ogrodu Botanicznego UJ, wieloletnim kierownikiem Zakładu (dziś Instytutu) Botaniki PAN, założycielem i redaktorem czasopism „Ochrona Przyrody” i „Chrońmy przyrodę ojczystą”. Pełnił funkcję rektora i prorektora UJ, a w czasie II Wojny Światowej prowadził tajny uniwersytet. Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, a później Polskiej Akademii Nauk. W uznaniu zasług dla nauki trzy uniwersytety nadały mu tytuł doktora honoris causa: UJ, UMCS w Lublinie i Uniwersytet Karola w Pradze. Był też honorowym członkiem zagranicznym Duńskiej Akademii Naukowej, Towarzystwa Królewskiego w Edynburgu i Międzynarodowego Komitetu Parków Narodowych.
Spod jego pióra wyszło niemal 700 prac naukowych, popularnonaukowych z czego prawie 460 do II Wojny Światowej. W samym tylko roku 1930 ukazały się drukiem 63 jego prace. Publikował w językach: polskim, niemieckim, angielskim i rosyjskim. Niektóre z Jego prac na wiele lat stały się „kanonem” dla pokoleń przyrodników, zwłaszcza botaników,
jak choćby „Rośliny polskie” czy „Szata roślinna Polski”.
Jako badacz znany jest poza granicami Polski do dziś. Z dumą i wzruszeniem słucha się słów uznania dla Niego od znanych naukowców z Ukrainy czy Białorusi: „Znamy, szanujemy i cenimy Jego prace”.
Misja popularyzatorskiej pracy społecznej narodziła się u Władysława Szafera niemal tak samo wcześnie jak sama nauka. W roku 1908 poznał swego mistrza – prof. Mariana Raciborskiego. Pisał o nim:
Raciborski był dla mnie wymarzonym profesorem. […] W znacznej mierze żyłem Jego myślami i Jego idee nosiłem w sercu i w głowie.
O początkach swojej pracy społecznej i popularyzatorskiej prof. Szafer pisał:
Od tej chwili z moim mistrzem Marianem Raciborskim spędzałem wiele czasu, ucząc się do niego, co należy robić dla upowszechnienia osiągnięć nauki, jak popularyzować trudne tematy naukowe, jak urządzać muzea prowincjonalne, jak propagować ochronę przyrody – słowem, jak naginać naukę do naszych narodowych potrzeb.
Tej pracy popularyzatorskiej oddawał się z nie mniejszym zapałem niż nauce. Wiedzę popularyzował przez słowo mówione i pisane. Już w roku 1909 zachęcał do tworzenia lokalnych muzeów przyrodniczych. Prowadząc liczne wycieczki i grupy studentów opowiadał z pasją i znawstwem nie tylko o przyrodzie danych obszarów, lecz również o historii i czynnikach, które na nią wpływają. Twierdził bowiem, że prawdziwe poznanie przyrody kraju rodzinnego prowadzi do jego umiłowania, a miłość ziemi ojczystej jest fundamentem patriotyzmu. Barwnym, soczystym i pięknym językiem pisał prace popularyzatorskie. Ujmujące i zachwycające są książki profesora Szafera na temat kwiatów: „Zwierzęta i kwiaty” oraz „Tajemnice kwiatów”.
Widząc rosnący w siłę ruch turystyczny i jego coraz bardziej zgubne skutki dla przyrody, postulował powrót do korzeni, czyli do pierwotnej idei krajoznawstwa, opracowanej i propagowanej przez jej twórcę – Aleksandra Janowskiego. To Janowski już przed II Wojną Światową stwierdzał: Zbliżenie do przyrody ojczystej budzi poczucie potęgi Ziemi Rodzinnej. Zaś w swym kluczowym dziele „Nasza ojczyzna” pisał:
Wszak lubisz książki, które czytasz, dobrzy to przyjaciele i bracia. A księgi swej ziemi miałbyś nie kochać? Tej księgi żywej, szumiącej lasem i szemrzącej falą wód, księgi rozśpiewanej skowronkową pieśnią i słowiczym zawodzeniem, klekotem bociana i ćwierkaniem wróblej gromady…
Wędruj po tych ziemiach, oglądaj je, badaj, głęboko w sercu swoim układaj obrazy, by ci do końca życia pozostały w pamięci…
W oparciu o te idee prof. Szafer zachęcał do tworzenia Kół Krajoznawczych im. Aleksandra Janowskiego. Proponował by przedkładać w nich turystykę pieszą nad zmotoryzowaną, namiot, szałas lub schronisko nad hotel, prostotę nad luksus, wodę nad wódkę, ciszę nad hałas, śpiew ptaków i pieśń polską nad bełkot amerykańskich przebojów.
Często słyszy się dziś słowa naukowców: „Ja zajmuję się nauką, niech mi Pan głupotami głowy nie zawraca”. Owe „głupoty” to często ochrona przyrody. Takie słowa obce były Władysławowi Szaferowi. Śledząc Jego życiorys, widać niezbicie, że ochrona przyrody, walka o jej ocalenie w jak najmniej zmienionym stanie, była na trwałe wpisana w Jego
życie i działalność.
Już w międzywojennej Polsce był prof. Szafer wielkim propagatorem idei parków narodowych. W roku 1932 pisał:
Najwięcej do ideału zbliża się taki park narodowy, w którym przyroda chroniona jest absolutnie i pod każdym względem, a wpływ człowieka w nim jest ściśle ograniczony. I dalej: Jako ogólną zasadę racjonalizacji każdego parku narodowego przyjąć należy to, że ma on przede wszystkim spełnić swe naczelne zadanie, to znaczy być ostoją dla pierwotnej przyrody, gdzie zarówno fauna i flora, jak i osobliwości przyrody nieożywionej (skały, źródła, wodospady, jeziora itd.), mają podlegać bezwzględnej ochronie tak aby obraz pierwotnego i naturalnego krajobrazu parku wraz z wszystkimi jego elementami nie ulegał zmianom.
U schyłku życia mówił:
Walczę w obronie przyrody przeszło 60 lat i obserwuję dziwne zjawisko: im bardziej bronimy przyrodę, im więcej powstaje w jej interesie praw, nakazów i zakazów (na papierze) – tym silniejszy jest najgroźniejszy wróg przyrody – ludzka głupota i bezmyślność. I tak doszliśmy do momentu krytycznego, który zadecyduje o naszym życiu lub śmierci, bo przecież istnienie nienaruszonej przyrody, ochrona jej zabytków, jest dla człowieka problemem „być albo nie być”.
Nie bał się ostrych słów i dosadnych sformułowań. O leśnikach wycinających starodrzewy mawiał „łobuzy”, o ludziach, którzy oddali konia na rzeź: „zamordowali go”.
Ze swoich prac aż 473 poświęcił ochronie przyrody. Mimo licznych przeciwności, nieustannie twardo stawał w jej obronie, aż do ostatnich swoich dni.
Choć wziąłem już na barki dziewiąty krzyżyk, nie usuwam się z szeregów walczących o prawdę naukową i o utrzymanie piękna przyrody: nigdy nie złożę broni i nigdy nie odłożę pióra.
[…]
Ochrona kwiatów jest sprawdzianem właściwego stosunku człowieka do przyrody.


